Hope.
-Co? -spytałam szybko, myśląc że się po prostu przesłyszałam. Ale czy można się przesłyszeć dwa razy?
Chłopak milczał. Chyba czekał na jakąś normalną odpowiedź. Myślał, że ją odzyska? Halo, czy tylko ja tutaj stoję pod ścianą?
Dobra, dobra Hope. Jesteś w nim zakochana, a teraz się zastanawiasz?
Oh zamknij się.
-Justin, ja...myślę, że...że tak. -schowałam swoją, od razu czerwoną twarz w rękaw bluzy.
Chłopak śmiejąc się, odsłonił moją twarz. -To dobrze, bo też bym to zrobił.
Uśmiechnęłam się, ale rumieniec nie zamierzał mi odpuszczać. Moje policzki aż paliły.
-Naprawdę?
-Czy nie to właśnie powiedziałem? Naprawdę Hope. -odparł zadowolony. -Wiesz, ja chyba...-podrapał się po karku. -Ja się chyba w tobie zakochałem.
O. Mój. Boże.
Justin Bieber, chłopak który mógłby mieć każdą laskę na świecie, który jest ideałem chłopaka się we mnie zakochał?
Trzymajcie mnie, bo zemdleje.
-Tak myślisz? -miałam zapytać normalnie, ale wyszedł z tego jakiś dziwny pisk.
Pokiwał głową zakłopotany. -Słuchaj, jeśli ty nie...
-Zamknij się. -odezwałam się w miarę normalnie. -Ja...też, tak myślę.
Justin otworzył szeroko oczy i chwilę się tak na mnie patrzył. -Czy to takie dziwne? -spytałam, już trochę zirytowana.
-N-nie no wręcz przeciwnie. Ja, chyba spodziewałem się innej odpowiedzi.
-A ta odpowiedź mogła być?
-Myślę, że jeszcze bardziej mnie zadowoliła. -uśmiechnął się szeroko, ukazując wszystkie swoje białe zęby.
Teraz zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie, niż wcześniej. Nie miałam pojęcia co mam właściwie robić. Czy mam poruszyć ręką, a może nogą? Jezu...co ja gadam?
-Zrobiłem ten projekt z angielskiego za nas. -powiedział spokojnie, ale w jego oczach nadal szalały iskry.
Podeszłam do niego i z całej siły się do niego przytuliłam. Był zdzwiony moją reakcją, ale odwzajemnił gest. -Dostaliśmy szóstki. -roześmiał się.
-Doskonale. -uśmiechnęłam się, patrząc mu znów w oczy.
Justin pochylił się lekko i złożył długi pocałunek na moich ustach. Pogłębiłam go, a on przywarł mną o ścianę. Jego ręce pokierowały się trochę niżej, tuż na mój krzyż, ja za to mogłam wyczuć jego umięśniony tors, tuż pod cienką bluzką. Czułam się tak dobrze. Tak inaczej.
Skończyliśmy pocałunek, gdy potrzebowaliśmy powietrza, uśmiechając się do siebie. Justin przygryzł seksownie wargę i wypowiedział:
-Myślę, że powinniśmy pojechać do szpitala, do twojej mamy. Na pewno jest na mnie zła, że tak długo nie przychodziłem.
-Justin, jestem pewna, że cię nie pamięta...błagam, nawet Kim nie kojarzy. -posłałam mu przepraszające spojrzenie.
-Zawsze warto zobaczyć, prawda?
-Prawda. -odparłam. -Ale może się przebierzesz?
Chłopak nie wyglądał źle w tych czerwonych szortach i czarnej koszulce z czerwonym numerkiem siedem. Moja ulubiona liczba.
-Oh, racja. Zaraz wracam.
-Poczekam przed wejściem do szoły. -poinformowałam chłopaka i wyszłam schodami na lewo z sali gimnastycznej. Dużo osób po meczu jeszcze szwędało się niepotrzebnie po szkole, ale nie obchodziło mnie to. Gdy już miałam wychodzić z budynku, czyjaś ręką zatrzymała mnie. Miałam nadzieję, że to Justin, ale nie. To nie był on.
-Ał, to boli. -pisnęłam. -Kelsey?
Kelsey to była Jack'a. Bardzo płytka dziewczyna, która ma wszystko. Dosłownie wszystko.
-A jak widzisz? -syknęła nieprzyjemnie.
-Możesz mnie zostawić? Co ja ci zrobiłam? -w końcu wyrwałam rękę z silnego uścisku blondynki.
-Posłuchaj mnie uważnie, okej? Masz się trzymać z daleka od Justina. On jest mój i tylko mój. Jeśli jeszcze raz się do niego zbliżysz to pożałujesz...jak tam mamusia? Ojejku, czyżby ona umierała?
Wytrzeszczyłam szeroko oczy. Okej...ta dziewczyna była nienormalna, ale nigdy nie była groźna.
-Nie zachowujesz się normalnie, Kelsey. Daj spokój, okej?
-Nie, to ty daj sobie spokój! Po prostu trzymaj się z daleka od Justina, rozumiesz?
-Nie mogę ci obiecać czegoś, czego nie dotrzymam. -uśmiechnęłam się do niej sztucznie, na co ona mnie spoliczkowała. Mój policzek zaczął palić.
-Zwariowałaś? Kelsey! Oszalałaś.
Ta przypchnęła mnie do ściany i próbowała udusić, ale widać jej rozum nie współgra z ciałem.
-Zamknij się suko. -syknęła. -Masz mi to obiecać, teraz!
-Kelsey? -zza jej pleców dobiegł jeszcze jeden głos. Justin? Nie, chyba nie.
Ktoś odciągnął dziewczynę ode mnie i popchnął ją daleko w korytarz na szafki pierwszoklasistów. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam w górę.
-Jack?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za każdy wasz komentarz, całego serca dziękuję x