-Gdzie jest Hope?! -mogłabym przysiąc, że cały bufet szpitalny ją słyszał. -Chcę rozmawiać tylko z nią!
Wyrwałam się z objęć Justina i podbiegłam do siostry. -Spokojnie, Kim. -szepnęłam jej we włosy.
-Hope...to prawda? Mama, ona...niedługo...
-Cicho Kim, spokojnie. Wszystko będzie dobrze, obiecuję ci. Jestem tutaj, siostrzyczko.
-Nie odejdziesz? -spytała delikatnie.
-Czemu miałabym?
-Nie odejdziesz jak mama? -znów spytała.
Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie płakałam. Nie mogłam.
-Nie odejdę Kim, zawsze będę przy tobie, aniołku. Zawsze.
~*~
Obudził mnie głośny krzyk. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do pokoju Kim. Siedziała zapłakana na łózku.
Podeszłam do niej i siadając obok niej, mocno ją przytuliłam. -Szzzz, spokojnie Kim, to tylko sen. -szepnęłam. -To tylko sen.
-Mama, ona była cała we krwi. -sapała.
-Kim, to był tylko sen, to nie prawda. -uspokajałam ją. -Spróbuj zasnąć, aniołku.
-N-nie mogę.
-Spróbuj.
-Zaśpiewasz mi coś? -spytała, kładąc się na jednej z poduszek.
-Okej.
Zanuciłam kawałek znanej nam obydwu piosenki o motylku, który zgubił się na łące, ale w końcu znalazł drogę do domu.
Zasnęła.
Odetchnęłam spokojnie i znów pokierowałam się prosto do swojego pokoju, ale po drodze się z kimś zderzyłam.
-Już okej? -spytał chłopak.
Śmieszył mnie widok Justina w dresach mojego taty i koszulce Brad'a, ale pominęłam to.
-Tak. -szepnęłam. -Idź spać.
-Na pewno wszystko okej?
-Tak, Justin. Ona po prostu to strasznie przeżywa, nic więcej.
Blondyn pokiwał twierdząco głową, że rozumie, po czym pokierował się na schody i zszedł na dół.
Cieszyłam się, że tak się o nas troszczy, chociaż tak mało mnie zna. Kto normalny tak robi? Sama nie wiem.
Chociaż, jestem pewna, że robiłabym to samo dla niego. Jest kochany.
~*~
-I co tam piszą? -spytałam wchodząc do kuchni, gdzie Justin czytał gazetę.
-Nie, ja wcale nie czytam głupich, babskich gazet. -odrzucił pismo, śmiejąc się. -Przewidziałaś się.
Uśmiechnęłam się lekko. Chociaż na chwilę.
-Zrobić ci śniadanie? -spytał po chwili milczenia. -Na pewno jesteś strasznie głodna i myślisz o tym, żeby w pierwszej kolejności zjeść mnie...-zarechotał, wstając od stołu. -Zrobię ci tosty, okej?
Pokiwałam głową.
-Justin?
-Hm?
-Twój tata nie ma nic przeciwko temu, że nie ma cię w domu? Wiesz...spędziłeś u nas całą noc, chociaż nie musiałeś. Na dodatek robisz mi teraz śniadanie...nie uważasz, że to trochę za dużo?
-Dzwoniłem do niego i powiedziałem jak wygląda sytuacja, a wiesz co on mi odpowiedział?
-Co?
-Że sam przyjedzie do szpitala zobaczyć czy czegoś nie potrzebujemy. -zaśmiał się. -Słuchaj, twój tata został na noc w szpitalu, a wy potrzebujecie w domu chociaż jednego faceta. Zresztą... kanapa w salonie jest bardzo wygodna. -stwierdził.
-Justin, znasz mnie trzy dni. -jęknęłam. -Nie mów, że pomagasz wszystkim, których znasz tak krótko.
-Na tyle krótko, żeby zdążyć poznać twojego tatę, najlepszą przyjaciółkę, brata twojej najlepszej przyjaciółki, twoich dziadków i twoją siostrę. -przyznał. -Po tym ile członków twojej rodziny poznałem, mogę wywnioskować, że znamy się trochę dłużej.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Co fakt, to fakt.
Wszystkie bliskie mi osoby już zdążyły go poznać, na dodatek uważają, że byłby świetnym chłopakiem. Eh, żeby to było takie proste.
- Hej Kim. -blonyn uśmiechnął się lekko do niej, co odwzajemniła. -Chcesz tosty?
Przytaknęła, nadal milcząc.
-Wiesz Hope, Justin to naprawdę dobry przyjaciel. -stwierdziła Kim, uśmiechając się do mnie.
-Czemu tak myślisz?
-Tylko on z twoich wszystkich przyjaciół zrobił nam śniadanie. Moglibyście być świetną parą.
Okej, teraz to mocno się zarumieniłam. Justin zaczął się śmiać przy tosternicy, gdy tylko popatrzył na wyraz mojej twarzy. Zasłoniłam się dłońmi, chowając się pod stół.
-Kim. -jęknęłam. -Nie mów tak.
-W porządku, Hope. Prawie cała twoja rodzina mi tak mówiła. Twoja siostra jest po prostu następna. -widziałam na jego twarzy zawstydzony uśmieszek.
-Albo po prostu lubi jak robisz nam śniadanie. -zgromiłam Kim wzrokiem, ale ona jakby tego nie zauważała. Po prostu jadła z bezczelnym uśmiechem na twarzy.
Z kieszeni dresów mojego taty na Justinie dobiegł cichy dzwonek.
-Tak? Mhm. Okej. Ale, czekaj jak? Dobrze, to pa.
Skończył połączenie, patrząc na nas. -Jazz przyjedzie tu moim samochodem, i weźmie mi jakieś ciuchy na przebranie.
Przytaknęłam.
-Chociaż te dresy są bardzo wygodne. -uśmiechnął się do nas.
Robiło mi się ciepło na sercu, jak tylko Justin próbował nas na siłe rozbawić, żebyśmy tylko nie były smutne.
-Okej, chodź Kim. Muszę wziąć prysznic i cię uczesać. -wyciągnęłam do dziewczynki rękę, którą od razu chwyciła.
~*~
-Mogę iść tak ubrana? -spytała mnie, gdy tylko wyszłam z łazienki.
Miała na sobie czarne, grube rajstopy, czarną spódniczkę, trochę przed kolano i wsadzoną z nią kremową, bawełnianą bluzkę.
-Chyba tak, ale nałóż na siebie jakiś sweter. Nie chcę, żebyś zmarzła. Ten ładny, czarny w różyczki będzie pasował.
Blondynka popędziła do swojego pokoju, zostawiając mi parę minut dla siebie.
Postawiłam na klasyczny strój. Moje, niebiskie dżinsy i luźny sweter w paski załatwiły sprawę. Spojrzałam w lustro i od razu zachciało mi się płakać. Wyglądałam jak trup.
Szybko nałożyłam sporo korektoru na buzię, a na oczy odrobinę tuszu. Na stopy założyłam swoje, czarne converse, a włosy po prostu parę razy przeczesałam szczotką i byłam gotowa.
Do torby włożyłam kilka niezbędnych ,mi i Kim, dzisiaj rzeczy i zeszłam na dół.
Justin był już w pełni ubrany. Miał na sobie czerwone spodnie z krokiem, czarny T-shirt i dżinsową bluzę. Włosy, które rano mu opadały na czoło, teraz były pięknie ułożone i schowane pod czarnym fullcap'em. Wyglądał pięknie.
Po schodach zeszła Kim, nadal nie uczesana.
-Chodź tu do mnie. -przyciągnęłam ją na fotel i szybko zrobiłam jej dobierańca, opadającego lekko na jej ramię. -Teraz jesteś piękna. -zwróciłam się do niej.
-Nie tak jak ty. -jęknęła. -Prawda Justin?
Chłopak wydawał się być zaskoczony tym pytaniem, ale po chwili na jego twarz wstąpił uśmiech.
-Prawda Kim. Nikt nie dorównuje twojej siostrze.
Dziewczynka chwyciła Justina za rękę i razem wyszli z domu, pozostawiając mnie w chwilowym odrętwieniu. Czy to był jakiś żart, czy on mówił na poważnie?
-Tak, Justin. Ona po prostu to strasznie przeżywa, nic więcej.
Blondyn pokiwał twierdząco głową, że rozumie, po czym pokierował się na schody i zszedł na dół.
Cieszyłam się, że tak się o nas troszczy, chociaż tak mało mnie zna. Kto normalny tak robi? Sama nie wiem.
Chociaż, jestem pewna, że robiłabym to samo dla niego. Jest kochany.
~*~
-I co tam piszą? -spytałam wchodząc do kuchni, gdzie Justin czytał gazetę.
-Nie, ja wcale nie czytam głupich, babskich gazet. -odrzucił pismo, śmiejąc się. -Przewidziałaś się.
Uśmiechnęłam się lekko. Chociaż na chwilę.
-Zrobić ci śniadanie? -spytał po chwili milczenia. -Na pewno jesteś strasznie głodna i myślisz o tym, żeby w pierwszej kolejności zjeść mnie...-zarechotał, wstając od stołu. -Zrobię ci tosty, okej?
Pokiwałam głową.
-Justin?
-Hm?
-Twój tata nie ma nic przeciwko temu, że nie ma cię w domu? Wiesz...spędziłeś u nas całą noc, chociaż nie musiałeś. Na dodatek robisz mi teraz śniadanie...nie uważasz, że to trochę za dużo?
-Dzwoniłem do niego i powiedziałem jak wygląda sytuacja, a wiesz co on mi odpowiedział?
-Co?
-Że sam przyjedzie do szpitala zobaczyć czy czegoś nie potrzebujemy. -zaśmiał się. -Słuchaj, twój tata został na noc w szpitalu, a wy potrzebujecie w domu chociaż jednego faceta. Zresztą... kanapa w salonie jest bardzo wygodna. -stwierdził.
-Justin, znasz mnie trzy dni. -jęknęłam. -Nie mów, że pomagasz wszystkim, których znasz tak krótko.
-Na tyle krótko, żeby zdążyć poznać twojego tatę, najlepszą przyjaciółkę, brata twojej najlepszej przyjaciółki, twoich dziadków i twoją siostrę. -przyznał. -Po tym ile członków twojej rodziny poznałem, mogę wywnioskować, że znamy się trochę dłużej.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Co fakt, to fakt.
Wszystkie bliskie mi osoby już zdążyły go poznać, na dodatek uważają, że byłby świetnym chłopakiem. Eh, żeby to było takie proste.
- Hej Kim. -blonyn uśmiechnął się lekko do niej, co odwzajemniła. -Chcesz tosty?
Przytaknęła, nadal milcząc.
-Wiesz Hope, Justin to naprawdę dobry przyjaciel. -stwierdziła Kim, uśmiechając się do mnie.
-Czemu tak myślisz?
-Tylko on z twoich wszystkich przyjaciół zrobił nam śniadanie. Moglibyście być świetną parą.
Okej, teraz to mocno się zarumieniłam. Justin zaczął się śmiać przy tosternicy, gdy tylko popatrzył na wyraz mojej twarzy. Zasłoniłam się dłońmi, chowając się pod stół.
-Kim. -jęknęłam. -Nie mów tak.
-W porządku, Hope. Prawie cała twoja rodzina mi tak mówiła. Twoja siostra jest po prostu następna. -widziałam na jego twarzy zawstydzony uśmieszek.
-Albo po prostu lubi jak robisz nam śniadanie. -zgromiłam Kim wzrokiem, ale ona jakby tego nie zauważała. Po prostu jadła z bezczelnym uśmiechem na twarzy.
Z kieszeni dresów mojego taty na Justinie dobiegł cichy dzwonek.
-Tak? Mhm. Okej. Ale, czekaj jak? Dobrze, to pa.
Skończył połączenie, patrząc na nas. -Jazz przyjedzie tu moim samochodem, i weźmie mi jakieś ciuchy na przebranie.
Przytaknęłam.
-Chociaż te dresy są bardzo wygodne. -uśmiechnął się do nas.
Robiło mi się ciepło na sercu, jak tylko Justin próbował nas na siłe rozbawić, żebyśmy tylko nie były smutne.
-Okej, chodź Kim. Muszę wziąć prysznic i cię uczesać. -wyciągnęłam do dziewczynki rękę, którą od razu chwyciła.
~*~
-Mogę iść tak ubrana? -spytała mnie, gdy tylko wyszłam z łazienki.
Miała na sobie czarne, grube rajstopy, czarną spódniczkę, trochę przed kolano i wsadzoną z nią kremową, bawełnianą bluzkę.
-Chyba tak, ale nałóż na siebie jakiś sweter. Nie chcę, żebyś zmarzła. Ten ładny, czarny w różyczki będzie pasował.
Blondynka popędziła do swojego pokoju, zostawiając mi parę minut dla siebie.
Postawiłam na klasyczny strój. Moje, niebiskie dżinsy i luźny sweter w paski załatwiły sprawę. Spojrzałam w lustro i od razu zachciało mi się płakać. Wyglądałam jak trup.
Szybko nałożyłam sporo korektoru na buzię, a na oczy odrobinę tuszu. Na stopy założyłam swoje, czarne converse, a włosy po prostu parę razy przeczesałam szczotką i byłam gotowa.
Do torby włożyłam kilka niezbędnych ,mi i Kim, dzisiaj rzeczy i zeszłam na dół.
Justin był już w pełni ubrany. Miał na sobie czerwone spodnie z krokiem, czarny T-shirt i dżinsową bluzę. Włosy, które rano mu opadały na czoło, teraz były pięknie ułożone i schowane pod czarnym fullcap'em. Wyglądał pięknie.
Po schodach zeszła Kim, nadal nie uczesana.
-Chodź tu do mnie. -przyciągnęłam ją na fotel i szybko zrobiłam jej dobierańca, opadającego lekko na jej ramię. -Teraz jesteś piękna. -zwróciłam się do niej.
-Nie tak jak ty. -jęknęła. -Prawda Justin?
Chłopak wydawał się być zaskoczony tym pytaniem, ale po chwili na jego twarz wstąpił uśmiech.
-Prawda Kim. Nikt nie dorównuje twojej siostrze.
Dziewczynka chwyciła Justina za rękę i razem wyszli z domu, pozostawiając mnie w chwilowym odrętwieniu. Czy to był jakiś żart, czy on mówił na poważnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za każdy wasz komentarz, całego serca dziękuję x