niedziela, 12 stycznia 2014

-1-

Hope.

Heksarudożelazjan potasu, hm ciekawe, bardzo ciekawe jak się tego nauczę.
Mój telefon krótko zawibrował, więc oderwałam się od książki i przesunęłam palcem po wyświetlaczu.
Jeden sms od Sophie. Na moje usta wkradł się chytry uśmieszek.

"No laska;) mam nadzieję, że masz wolny wieczór, huh? "

Nie czekałam, tylko odrazu odpisałam. 

"Dobry żart, Soph. Cały dzień sie uczę." 

"To chyba musisz zmienić nieco plany;) Zabieram cię na zajebistą imprezę x"

Już wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł. Jutro szkoła plus jakoś nie za bardzo chce mi się tłumaczyć rodzicom gdzie byłam, ah no i nie palę się,do tego, żeby dostać szlaban na miesiąc. 
Jednak halo, nigdy, przenigdy nie byłam na żadnej imprezie. No może pomijając bycie raz na noc u Sophie, chociaż to nawet nie była impreza. Ale ze mnie nudziara.

"Nie wiem czy to dobry pomysł, Sophie."

"Laska, ja sie ciebie nie pytam czy to jest dobry pomysł, czy nie. Ja cie po prostu zabieram na ostrą imprezę. Należy ci się."

"Nie chce być uziemiona przez hm....całe życie?" 

Dobra trochę dramatyzowałam, ale moi rodzice nigdy nie byli jak rodzice innych nastolatków. Myślę, że zwykłe powiedzenie, że idę na noc do Sophie też nie załatwiłoby do końca sprawy, bo jutro jest szkoła i napewno by się nie zgodzili. 

"Musisz ciągle przejmować się ryzykiem? Masz jedno życie, Hope."

Już wyobrażam sobie jej minę, gdy to pisała. Moja najlepsza przyjaciółka była tak szalona i nieokiełznana, że aż sama w to nie wierzyłam. 

"Dobra, przekonałaś mnie. Gdzie jesteś?"

"Pod twoim domem;) Ubieraj się i pamiętaj, żeby zamknąć drzwi od swojego pokoju, żeby starzy się nie skapnęli." 

"Okej x"

Dobra. 
Szybko podeszłam do szafy, wyciągając z niej moje najlepsze i najseksowniejsze ciuchy, które były przygotowane na właśnie ten moment i taką okazję jak ta. Czarna sukienka opinała się na moim ciele, a obcasy dodawały mi dziesięc centymetrów wzrostu. 
Podkreśliłam oczy eyelinerem, a wszystkie niedoskonałości ładnie zakorektorowałam. Włosy były w porządku, więc tylko przeczesałam je szczotką, a na koniec spryskałam się swoim ulubionym perfumem i byłam całkiem gotowa. Martwiło mnie tylko to, że nie mam nic na zewnątrz. Żadnej marynarki, ani bluzy, ale napewno będzie tam gorąco. 
Zakluczyłam dwa razy drzwi, bo uważałam, że na jeden ktoś może wejść. Starannie przełożyłam nogę przez parapet, a potem drugą i zakmnęłam okno. 
Na dole zauważyłam moją najlepszą przyjaciółkę. Śmiała się ze mnie, albo raczej z widoku, który pilnie oglądała. Rzuciłam jej moją torebkę i bardzo ostrożnie ześlizgnęłam się z dachu spadając na chodnik. 
-Gratulacje, laska. -dziewczyna posłała mi krzepiący uśmiech. -Jestem dumna. 
-Nie masz z czego być dumna. Jakby moi rodzice się dowiedzieli...
-Oh, dobra. Zamknij się. -machnęła charakterystycznie ręką i wsiadła do swojego samochodu. 
Również to zrobiłam. 
-Od kiedy masz samochód? -spytałam z miną mówiącą: no-nie-mów-że-go-ukradłaś. 
-Ee tam, nie jest mój. -roześmiała się odpalając silnik. 
Popatrzyłam na nią zszokowana. 
-Jak to nie jest twój? -przełknęłam głośno ślinę. -Jeśli nie jest twój, to kogo? 
Sophie parsknęła śmiechem zasłaniając jedną ręką buzię.-Spokojnie, Hope. Ten samochód jest Brad'a. 
Odetchnęłam z ulgą. 
-Tyle, że on wcale mi go nie pożyczył. Sama go sobie wzięłam.-szepnęła szczerząc się.  
Uśmiechnęłam się lekko, bo mnie też to troche bawiło. Brad był starszym bratem Sophie. Nigdy nic jej nie pożyczał, bo ich stosunki brat-siostra wygasły, gdy byli mali. To dobrze,że ja nie mam takiego problemu, bo z moją młodszą siostrą jaką jest Kim mam o wiele mniej na głowie. Nie sprawia mi problemów, ale czasem również działa na nerwy, co jest chyba normalne w każdym rodzeństwie. 
-Napewno się ucieszy, gdy zobaczy, że nie ma jego samochodu.-zaśmiałam się krótko. 
-A napewno tak będzie, bo on też miał w planach jechać na tą imprezę. 
Teraz i ja zaczęłam się śmiać. 
W końcu się zatrzymałyśmy. -Jesteśmy na miejscu, laska. Jakie to uczucie? 
-Czuje się....dosyć skrępowana, ale zarazem podekscytowana. 
-I tak masz się właśnie czuć. -posłała mi ostatni uśmiech, po czym obydwie wyszłyśmy z pojazdu i skierowałyśmy się w stronę muzyki. -Ale ktoś ma wielką chatę. 
-Nie wiesz do kogo poszłyśmy? -spytałam trochę zażenowana tym faktem.  
-Nie. -wyszczerzyła się do mnie i złapała mnie pod ramię. -Ale wiem, że będzie super. 
Minęłyśmy masę ludzi, których co nie co poznawałam ze szkoły. Niestety nie znałam ich na tyle, żeby tak jak Sophie przywitać się z nimi. Od razu było widać, że nie pasuje do klimatu imprez w wielkich willach, ale to nie moja wina, że Sophie jest jaka jest. 
-Ej, Hope. Chciałabym ci kogoś przedstawić. -zwróciła się do mnie. -Poczekasz tu? Tylko po nich pójdę. -pokazała kciukiem za siebie. 
Przytaknęłam głową i puściłam jej ręke. 
Rozejrzałam się po wnętrzu. Było bardzo duże, i nowoczesne. Wszystko wydawało się być zrobione z najlepszych i najdroższych detali. Totalna burżuazja, jak na mój gust, ale nie mogłam narzekać, bo to było bardzo piękne miejsce. Może nieco zeszpecone przez grupę nastolatków, ktora tańczyła, a raczej ocierała się o siebie, jakby uprawiała seks. Skrzywiłam się na ich widok i zerknęłam na telefon. Było już po dziesiątej. Jak to możliwe, że do północy zostały tylko dwie godziny? 
-Już jestem. -sapnęła Sophie, odwracając mój wzrok. Za nią stał jakiś chłopak i dziewczyna. Byli do siebie trochę podobni, ale pomyślałam, że to tylko moje odczucia. -To jest Jazmyn, a to Justin. 
Rozszerzyłam gwałtownie oczy, a mój żołądek wywrócił się do góry nogami. O mój boże. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy wasz komentarz, całego serca dziękuję x